1. Z jednej strony sztuka, a z drugiej zdjęcia z wesela. Jak to pogodzić?

Fotografia to moja pasja ale także praca, zawód. Fotografia daje mi możliwość wypowiedzenia się, osobistego wyrażenia siebie ale też pozwala łączyć przyjemne z pożytecznym. Uczę w szkołach fotograficznych: w Technikum Fotograficznym i w Szkole Fotografii Fotoedukacja w Katowicach oraz w Policealnym Studium Fotograficznym w Bielsku-Białej. Z wielka radością, od 20-tu już lat, wykonuję też ślubne zdjęcia plenerowe. Naprawdę lubię to robić. Na ogół mam bardzo sympatyczny kontakt z młodą parą i dobrze się bawimy w czasie sesji.

2. Jest Pani m.in. absolwentką Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie. Dlaczego akurat ten wybór?

Skończyłam wpierw Policealne Studium Fotograficzne, które nauczyło mnie rzemiosła i wiedziałam, że chcę pracować jako fotograf. Jednocześnie interesowała mnie możliwość autorskiej wypowiedzi poprzez to medium i miałam poczucie, iż muszę zdobyć wyższe wykształcenie, najlepiej właśnie w kierunku fotograficznym. W Polsce nie było jednak takiej możliwości. Dowiedziałam się o Instytucie Twórczej Fotografii w Opawie, ale w tym samym 1992 roku otwarto również Wyższe Studium Fotografii na łódzkiej „Filmówce”. Dostałam się na obie uczelnie i myślę, że dobrze się stało. W Łodzi była tylko możliwość zrobienia licencjatu. W Czechach zdobyłam wpierw tytuł bakałarza, a następnie magistra sztuki.

3. W swoim portfolio ma Pani zdjęcia wielotematyczne, a także zróżnicowane pod względem technicznym. Skąd taka rozpiętość?

Wszystko co nas otacza podlega zmianom. W różnych okresach życia różne sprawy zaprzątają moją uwagę i to znajduje odbicie w mej fotografii. Najbardziej jednak interesuje mnie człowiek i jego relacje z otoczeniem. Środki techniczne odpowiednio dobieram aby uzyskać wcześniej zaplanowany efekt. W działalności artystycznej nie posiłkuję się komputerem. Stosuję kamerę wielkoformatową, powiększalnik, techniki własne.

4. W swojej twórczości ma Pani również "przygody plastyczne w fotografii". Na czym one polegały?

Moje, za Urszulą Czartoryską „przygody plastyczne w fotografii” to zabawa kolorem, na który jestem szczególnie wrażliwa, światłem, głębią ostrości, kompozycją.

5. Wydaje mi się, że krzykliwie kolorowe fotografie młodych ludzi dobrze oddają charakter współczesnego pokolenia. Czy przy wyborze tej techniki pomogła znajomość młodzieży?

Jak już wspomniałam jestem nauczycielem fotografii i na codzień pracuję z młodzieżą, ale również jestem czujnym obserwatorem i interesuje mnie psychologiczna strona życia. W cyklu „Panopticum” zderzyłam ten barwny hałaśliwy świat młodych z wyciszonym światem pokolenia odchodzącego. Z premedytacją młode twarze przedstawiłam krzykliwie, plakatowo kolorowe, wręcz przerysowane (filtry barwne, cross-processing), a stare twarze są monochromatyczne. Te dwa światy jednak przenikają się, oddziaływują wzajemnie na siebie.

6. W kręgu Pani zainteresowań pozostaje głównie człowiek. W większości fotografii wydaje się on jednak anonimowy, będący li tylko ilustracją do tematu zdjęć, jak np.: "Relacje". Dlaczego?

W cyklu „Panopticum” postaci są rzeczywiście anonimowe. To zderzenie pokoleń lub płci. Z kolei w „Relacjach” człowiek jest podmiotem. Ważne jest uczucie, emocje pomiędzy konkretnymi ludźmi, którzy spotkali się w życiu; na przykład między kobietą i mężczyzną, dzieckiem a rodzicem itp.

7. W "Mapach ciała" można się pogubić. Czy ludzkie ciało jest trudne do ogarnięcia dla obiektywu aparatu?

W zestawie tym nie chodziło o dosłowność ale o przenośnię. Krytyk Elżbieta Łubowicz pisząc o wystawie użyła trafnych słów: „Tożsamość rzeczy jest płynna”. Lubię posługiwać się metaforą. W cyklu „Wizje” również zwykłe przedmioty starałam się pokazać w innym wymiarze.

8. Czy uczy Pani swoich podopiecznych używania technologii cyfrowej, czy też analogowej?

Prowadzę głównie zajęcia w studio z zakresu fotografii portretowej, reklamowej, katalogowej i aktu. Nie ma dla mnie większego znaczenia, czy słuchacz używa cyfrówki czy też analogu. Ważny jest końcowy obraz. Bardzo boleję nad tym, że w średnich szkołach fotograficznych nie ma historii fotografii. Wiedzę tę „przemycam” przy okazji, by uczeń miał świadomość, co w fotografii już było.

9. Czy uczy Pani swoich podopiecznych używania technologii cyfrowej, czy też analogowej?

Aparat dobieram stosownie do sytuacji. „Relacje” były fotografowane kamerą wielkoformatową i samodzielnie wykonywałam powiększenia czarno-białe w formacie 100cm x 70cm. Wiele obrazów pochodzi z negatywów małoobrazkowych. Żadna moja wystawa nie była obrabiana cyfrowo. W działalności usługowej pracuję na aparatach cyfrowych i różnych programach graficznych (Digital Photo Professional, Photoshop, Gimp). Uważam jednak, że „nie ważne dłuto, ważna rzeźba”.

rozmawiał Kazimierz Michał Serwin